Kosowo. Co dziś dzieje się w Kosowie?

Rossia.pl | Prawdziwe, a nieznane
 

    Oficjalna bajka o „pomocy dla Jugosławii” głosi, że żył w Jugosławii zły Miloszewicz, pod rządami którego źli Serbowie zabijali pokojowo nastawionych Albańczyków.
    Ale oto, w 1999 roku, sławne wojska NATO, wspomagane przez armie: Polski, Czech, i Węgier, przyszły z pomocą uciemiężonym jugosłowiańskim narodom: zbombardowali Jugosławię, fabryki, mosty i zaprowadziły w Jugosławii pokój i spokój.
    I pod ochroną NATO zaczęły narody jugosłowiańskie żyć pokojowo i szczęśliwie.
    Przepiękna bajka, którą z zadowoleniem opowiada się w szkole podstawowej.

    A jak wyglądają te kwestie naprawdę?
    Czyżby Serbowie byli rzeczywiście tak straszni i agresywni, jak ich pokazuje prasa zachodnia? A wszyscy Albańczycy to pokojowe społeczeństwo, przestrzegające prawa?

    Nic podobnego!
    Uzbrojone oddziały były z obydwu stron. Ale dlaczegóż to Serbów „odławiano” od razu, a Chorwatom i Albańczykom dali carte blanche.
    W rezultacie, na przykład, na terytorium Chorwacji dla Serbów stworzono warunki nie do zniesienia, w efekcie czego 250 tysięcy Serbów musiało wyjechać z kraju!
    Zastanówcie się, 250 tysięcy Serbów musiało uchodzić z kraju. To są realne cyfry, a nie mityczne „dziesiątki tysięcy zamęczonych przez Miloszewicza”.

Co dziś dzieje się w Kosowie?

    Kosowo jest historycznie ziemią serbską. Na niej stoją do dziś cerkwie prawosławne z 11 wieku.
    Jednakże do Kosowa przyszli Albańczycy. Na początku nie było ich dużo, ale dzięki temu, że albańskie rodziny są wielodzietne (jak to jest przyjęte u muzułmanów), stopniowo liczba Albańczyków zwiększała się, dopóki nie zrównała się z liczbą żyjących na tych ziemiach Serbów.
    I tak, wykorzystując „czas smuty”, Albańczycy zaczęli wypierać Serbów.
    Wyobraź sobie, że parę dziesiątek lat temu, na przykład, do Małopolski, przyjechali Uzbecy, przywieźli swoje rodziny, zbudowali domy. A wykorzystując fakt, że ich w Małopolsce jest więcej niż Polaków zaczęli domagać się oddzielenia od Polski utworzenia niezawisłego państwa uzbeckiego.
    Jak wy zareagowalibyście wtedy?

    A tymczasem dzisiaj w Kosowie Albańczycy budują sobie wille (pieniądze ślą im rodziny, pracujące w Europie, a nieruchomości, według europejskiej miary, są tam bardzo tanie). A oto domy Serbów po prosu są wysadzane. Nocą pojawiają się grupy „partyzantów”, wysadzają serbskie zabudowania i znikają w mroku.
    A wojska misji pokojowej, stacjonujące w Kosowie, nawet nie próbują szukać winowajców.

    Oprócz domów zwyczajnych, prostych ludzi, Albańczycy niszczą cerkwie prawosławne, organizują napady na klasztory prawosławne (z odrąbywaniem głów zakonników włącznie, które później są publicznie demonstrowane).
    Do dziś nie został zatrzymany żaden (podkreślamy- żaden) Albańczyk, podejrzany o napad.
    I nawet fakty takie, że niszczone cerkwie prawosławne pochodzą z 10-11 wieku, nie są brane pod uwagę przez organizacje międzynarodowe i UNESCO.

    Jedyna obrona - to wojska pokojowe. Przy czym „stopień obrony” zależy od tego, z jakiego kraju pochodzą żołnierze z misji pokojowej. Największą pomoc okazują Włosi- oni stawiają opór albańskim uzbrojonym oddziałom (widocznie jest to spowodowane bliskością Albanii i Italii)
    Nawiasem mówiąc, dużo żołnierzy tak nasiąkło duchem religii, której bronią, że przyjmują prawosławie.

Zachodnia prasa i Kosowo

    W zachodniej prasie zamyka się oczy na barbarzyństwo Albańczyków. Przecież trzeba pisać o zezwierzęceniu Serbów.
    Nie omija się też jawnych podtekstów.

    Tak w jednej audycji był pokazany reportaż o okrutnych Serbach, którzy ostrzelali albańskie wesele. Reportaż był bardzo „plastyczny” i ofiary były pokazywane z detalami.
    Ale oto, co dziwne - rozstrzelani nowożeńcy i ich goście, byli ubrani w... narodowe kostiumy serbskie.
    Faktycznie, to Albańczycy ostrzelali serbskie wesele. Ale autorzy reportażu albo nie wiedzieli, albo nie chcieli wiedzieć, jak było naprawdę. Przecież oficjalna polityka zachodnich środków masowego przekazu jest prosta: Albańczycy zawsze mają rację, Serbowie są zawsze winni.
    Innym razem w amerykańskiej audycji telewizyjnej był pokazany reportaż o tym, w jak strasznych warunkach serbskiej niewoli trzymani są Albańczycy. Wszystko byłoby dobrze, ale do studia zadzwoniła dziewczyna i powiedziała, że poznała jednego z więźniów - to był jej ojciec…..Serb.
    Okazało się, ze było to albańskie więzienie, a zamknięci byli Serbami. Ale kogo obchodzą takie detale?

Kto jest winien, kto ma rację?

    Stanowisko różnorodnych organizacji praw człowieka jest proste: kiedy serbscy wojownicy zabijają Albańczyków - jest to zbrodnia, kiedy albańscy wojownicy unicestwiają rodziny serbskie - to jest „walka wolnościowa”, jest to prawidłowe.

    Z pomocą Zachodu, w oddzielnie zajętym państwie Europy, w rezultacie, będzie spełnione marzenie Hitlera- zbudować nacjonalnie czyste państwo.
    Przecież zabijać Serbów można. Zabójstwo dokonane na prawosławnym wyznawcy – nie jest grzechem.

Dlaczego?

    I mimo wszystko, dlaczego Zachód wspiera Albańczyków i ich dążenia do unicestwienia Serbów?
    Może dlatego, że prawosławna cerkiew sympatyzuje z Rosją? Dlatego, że Serbowie uważają Rosjan za naród braterski? Przecież Serbowie mają takie powiedzenie „Nas i Rosjan – 200 milionów”. Naród ten wiąże swą przyszłość z Rosją.
    I chociaż dzisiaj sama Rosja nie pomaga Serbii, to miłość narodu serbskiego do rosyjskiego jest wciąż żywa.

    Może też dla Zachodu jest korzystniej, kiedy Serbia jest niszczona nie przez wojska NATO, a Albańczyków? I Zachód jest gotowy wspierać, kogo trzeba, choćby samego diabła, jeżeli on tylko zgodzi się niszczyć państwo, które w Rosji nie widzi wroga?